Rynek pracy

Bezrobocie spada, ale wynagrodzenia realne też — jak to możliwe?

Dane BAEL za III kwartał 2024 r. pokazują pozorną sprzeczność, która ma bardzo konkretne wyjaśnienie.

Młoda pracowniczka analizująca dane o zatrudnieniu na laptopie w warszawskim biurze

Stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła w III kwartale 2024 roku 5,0% — jeden z najniższych odczytów od ponad dekady. Jednocześnie GUS odnotował, że wynagrodzenia realne (po uwzględnieniu inflacji) wzrosły w tym samym okresie zaledwie o 0,4% rok do roku, podczas gdy inflacja bazowa utrzymywała się powyżej 4%. Jak to możliwe, że ludzie mają pracę, ale nie mają pieniędzy? Odpowiedź leży w strukturze wzrostu zatrudnienia. Większość nowych miejsc pracy powstała w sektorach o niskiej produktywności: handlu detalicznym, usługach sprzątania i logistyce magazynowej. Są to branże, w których mediana wynagrodzenia nie przekracza 4 800 zł brutto. Jednocześnie sektory o wysokich płacach — IT, finanse, usługi dla biznesu — zanotowały ograniczenie zatrudnienia lub wzrost automatyzacji. Efekt statystyczny jest taki, że średnia dla całej gospodarki rośnie wolno, bo jej wzrost ciągną w dół nowe miejsca pracy o niskiej wartości dodanej. Dane BAEL wyraźnie pokazują też wzrost udziału zatrudnienia w niepełnym wymiarze czasu pracy wśród osób w wieku 25–34 lata — o 1,8 punktu procentowego rok do roku. To sygnał, że część spadku bezrobocia to nie pełnoetatowa stabilizacja, lecz prekaryzacja rynku pracy. Wniosek: niskie bezrobocie i rosnące płace nominalne to nie to samo co rosnący dobrobyt.